pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
wtorek, 31 stycznia 2012

jak to sie czlowiek uczy cale zycie!

 

wegiel! epizod ze sprowadzaniem i sprzedaza wegla zakonczony. mniejsza o szczegoly - generalnie - niewypal. ale caly ubiegly sezon palilismy sprowadzonym przez Borsuka weglem. teraz palimy tym, co proponuja lokalni sprzedawcy. i calkiem szczerze i obiektywnie powiem tak - do kitu taki wegiel! pali sie kiepsko, grzeje slabo, zbija sie w zuzlowe bryly i zostawia mase 'niedopalkow'. a myslalam kiedys, ze wegiel to wegiel - czarny i sie pali, zadna filozofia. a jednak! odczuwamy to znacznie, gdyz podobnie, jak w calej Europie - ZIMNO. wprawdzie u nam oscyluje wokol 0, ale dodawszy wiatr i wilgotnosc i cienkoscienne tutejsze domy powoduje - zimno-zzzimno-zzzziiiimnnno! a przypominam, ze w tym domu, poza koza w living roomie, mamy tylko elektryczne grzejniki. wiec bardzo oszczednie ich uzywamy. a w jadalni i kuchni jest tylko otwart kominek, ktorego w ogole nie uzywamy, bo nie ma sensu grzac komina. w kuchni byloby cieplo, gdyby tam gotowac, ale poczatkowo jest tak zimno, ze nic sie nie chce robic.... brrrr...

 

dzieci! myslalam, ze jako matka po raz czwarty wiem juz wszystko o maluchach. okazuje sie jednak, ze dotychczas zadne z moich dzieci nie mialo ciemieniuchy. Eli, ooo, Eli MA ciemieniuche. wykapany i nasmarowany rano, pod wieczor ma juz spora kolekcje zoltych 'strupkow' na glowie, a do rana uzbiera sie ich prawdziwa 'czapeczka'. poza tym jego ciemieniucha zajmuje rowniez czolo, nos, policzki, skronie i siega az za uszy. biedny jest bardzo, bo swedzi go to i cala buzie sobie podrapal. delikatnie peelinguje, nawilzam i smaruje mleczkiem, ktore zostalo po ospie a jest antyswiadowe. troche mnie to niepokoi, bo zamiast z wiekiem sie kurczyc, ta cholera jest coraz wieksza - tak naprawde rozlazla sie po calej buzi w ostatnie 3 tygodnie... oczywiscie Znachor Kormak machnal reka i zdiagnozowal: baby rush. ech.

dzieci! a szczegolnie chlopcy! zapomnialam, jaka to zarloczna rasa. przecie trzyipolmiesieczny dzieciak nie moze jesc co 2godziny, prawda? probuje go zachecic do mleka z butelki, ale naprawde, kiepsko to idzie...

 

Rutka miala 5 urodziny! z tej okazji dziewczyny byly w tata na przedstawieniu teatru kukielkowego w Forum /taki jakby Dom Kultury/ na 'Krolewnie Sniezce'. potem byl torcik /kupny/, swiecace balony i prezenty. skromnie, ale naprawde, naprawde, nie bylam w stanie wykrzesac z siebie nic wiecej :( poza tym Ruti zaczela kindergarden w Amiszewie. chodzi 2x w tygodniu na 4 godziny. dumna z siebie jest bardzo i domaga sie codziennego chodzenia. mala bohaterka! jakby to nie bylo Amiszewskie srodowisko i ludzie ktorych zna, nie bylaby taka skora! ona jest wiekszy wstydzioch i strachajlo niz mlodsza siostra :D

Ariel ma jakas histeryczna faze, ryczy, placze i wrzeszczy o byle co. staram sie jak moge, zeby nie czula sie zaniedbana, ale nie wiem czy to odczuwa. zbuntowana jest bardzo, czasem arogancka a czasem zlosliwa. poza tym - kochana iskierka, nasza malarka i spiewaczka domowa i zakochana w swoim malym braciszku!

Igor yyy... zirlandczal? zirysial? jak to bedzie? w kazdym razie chodzi lekko ubrany, calkiem jak tubylcy i upiera sie, ze mu cieplo. wprawdzie ma termiczna bielizne, ale i tak trzesie mnie, jak na niego patrze. poza tym uczy sie i je. i ciagle jest chudy!

a ja... czekam, az sie system 'zapgrejtuje' ;) spie, duzo spie. oraz nie ogarniam. pranie, sprzatanie, gotowanie, dzieci - to wszystko mnie przytlacza. nie wystarcza mnie samej na to wszystko. jakbym sie skurczyla. niech to zacznie wreszcie dzialac, niech przyjdzie wiosna, niech mi sie chce i niech mam sile do tego!

a co u Was?

środa, 25 stycznia 2012

jaki jest najlepszy doping?

haaa, wszyscy chcieli by wiedziec!

siegnelam reka gorna polke biblioteczki, stojacej w jadalni. trzymam na niej ksiazki kucharskie i inne praktyczne poradniki, nizej dziewczyny maja swoj artystyczny balagan /obok stoi ich stolik, na ktorym zazwyczaj maluja, tna, lepia i kleja/. wiec siegnelam po jakas ksiazke, z lekka zakurzona kompozycja troche sie rozjechala, chcialam te ksiazki tylko poprawic, a tu.... mysie bobki! na wierzchu ksiazek! na polce na wysokosci mojej glowy! kurz jeszcze znosze - ale to?!

a mialam sie powstrzymywac, poczekac na "bardziej wiosne", ale uleglam. wyszorowalam cala okolice, wszystko co sie dalo. urobilam sie jak dziki osiol. nie chcialo mi sie, nie planowalam tego, a jednak! i co jest najlepszym dopingiem? mysie bobki!

to bylo wczoraj.

a dzisiaj jest inaczej. czy cala energie spalilam na wczorajsze sprzatanie. czy wiatrzysko i deszczysko i sine chmury mnie dobily. czy wiadomosc, ze nastepna znajoma polska rodzina wraca do PL, mnie zmartwila...

nie wiem. ale zrobilo mi sie cholernie samotnie i ciezko i zle.

Eda, tesknie do Ciebie.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

wiosna, panie Sierzancie!

a poznaje to po tym, ze wzbiera we mnie chec sprzatania chalupy, wietrzenia, trzepania i wywalnia zbednych gratow. przydaloby sie, oj, przydalo! przyznam sie, ze prawie caly rok mialam na bakier ze sprzataniem. no bo jak nie to, to tamto... spychologia zaowocowala totalnym zagraceniem ostatniej sypialni, maxymalnym zabalaganiem pralni i zawaleniem jakimis gratami naszej lazienki, w ktorej ledwie mozna siku... ale ponoc zima jeszcze sie czai, wezme wiec sobie na wstrzmanie.

a na swiecie wojna w internecie, ACTA i SOPA i Anonymous i WebWorldWar i w ogole czad! karmiona w mlodosci literatura s-f mam koszmarne wizje, jak swiat moglby wygladac, wiec strach mnie oblecial. ale nie ma co, prawda? jakos to bedzie, tak? bedziemy znowu mogli ogladac filmy on-line? dzieci mi sie nudza w deszczowe dni.....

poza tym git-majonez /cytujac krolowa internetu/. dzieci dobrze, Borsuk takoz, Igor rowniez. i ja SIE MAM :)

 

musze sobie trzecie oko znowu wyostrzyc, zeby dostrzegac perelki godne zanotowania na blogu. jak na razie - wszystko szare. ale juz nie czarne!

:)

czwartek, 19 stycznia 2012

w przerwie między tym a tamtym chciałam Wam coś polecić.

książkę - "Koszerny sex" Shmuley Boteach'a. uwielbiam niestereotypowe myślenie, kocham niekonwencjonalne spojrzenia na oczywiste oczywistości, które przy ciut innym kącie patrzenia stają mniej oczywiste. zaczeliśmy czytać z Borsukiem, nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nowego nauczyć, nieprawdaż? jak na razie - boga i religii w książce mało, szczypta na końcu noża, więc polecam i ateistom :)

gadżet - egg molds, foremki do jajek. wiecie - szkoła. lunch na wynos czy drugie śniadanie. albo i zabawa w domu. debiut za nami, muszę odnaleźć optymalną konsystencję jajka na "półtwardo". dziewczyny mają uciechę :)

 

to tyle. spadam do garów ;)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Citalopram lezy na polce z lekami i czeka. czeka, bo...

/co mam napisac? ze furia z rozpacza spalaly nie tylko mnie, ze zionelam nienawiscia do wszystkich dookola, ze zeby nie zrobic krzywdy dzieciom robilam ja sobie, ze apatia i bezsens/ /czeka, bo SSRI nie wspolgra dobrze z karmieniem piersia, butelki sa i mleko modyfikowane jest, trylko checi nie ma - Eliemu nie smakuje a ja tak naprawde nie chce przestac go karmic/ /czeka, bo antydepresanty to dla mnie ostatecznosc, wiem, ze pomagaja, ale moze jednak dam rade? moze? jednak? dam?/

wiec dziewiczy Citalopram lezy i czeka.

 

tymczasem Borsuk ma sie coraz lepiej. ilez mozna bez szkody na zdrowiu byc pod wplywem wielkiego stresu i nie zwariowac albo nie palnac sobie w leb? niewazne. on widac osiagnal kres i zdal sobie sprawe, ze bez protezy nie da rady. "proteza lepszego widzenia wszystkiego dookola" dziala. to tego faceta poznalam ilestam lat temu i za niego wyszlam!!

 

tymczasem zmiany skorne Arielki maja sie niestety swietnie i rosna i kwitna i rozsiewaja sie tu i owdzie. to nie mleko i nie woda. mleko oszczednie wraca do diety, woda dalej ze sklepu. ale bable i krosty i swiad na kolanach, lokciach i twarzy maja sie coraz lepiej. tybylcza medycyna zaopiniowala, ze "to tylko wysypka, dzieci w irlandii tak maja, czesto jesienia i zima jest gorzej i to jest powszechne. to tylko wysypka". przy kolejnej wizycie i lekkiej desperacji w glosie rodzicow zapisal masc ze sterydami. przy kolejnej wizycie wypisal skierowanie do yyy - nutritionist to bylby dietetyk? bo ja mam niestety obawe, ze wiem, co to jest. badanie krwi w konkretnym kierunku mogloby dac nam odpowiedz bardzo szybko. ale nie - musimy czekac jakies 3-4 tyg na wizyte u specjalisty. bo obawiam sie, ze to moze byc choroba Duhringa - czyli cieliakia a raczej jej skorny objaw, zwana tez zespolem skorno-jelitowym. z jednej strony modle sie, zby to nie bylo to, a z drugiej - jesli nie to, to co? przeciez tutejsze konowaly w zyciu nie wpadna na diagnoze, a House'a nie widac...a biedna Arilka sie meczy, rozdrapuje babelki i krostki, krwawi i placze, marudzi, narzeka...

 

tymczasem Eliasz z okazji swoich 3 miesiecy zycia zaprezentowal nam 7,5 kilograma i 70 centymetrow, dzieki czemu w kategorii 'wzrost' wylecial z polskiej siatki centylowej. brawo dla tego pana! jest oczywiscie najpiekniejszy i najslodszy w kosmosie. posiada rowniez spora ciemieniuche i zastanawiajacy tradzik niemowlecy, co w polaczeniu z hipotetyczna choroba Duhrinag Arielki i prastara luszczyca Borsuka tworzy ciekawy wachlarz przypadlosci. chyba zrobie specjalizacje z dermatologii, naprawde...

 

tymczasem Rutka ma chwiejna jedynke na dole, a nawet dwie, i zza jednej niesmialo wyziera piekny, nowy zabek! troche jakby wczesnie - wydaje mi sie. ale jak sie zabkowac zaczelo w wieku 3,5 miesiaca... to i wymiana wczesniej! /czyli, powinnam sie szykowac na zeby u Eliasza? ha!/

 

tymczasem Igor zdrowy jak rydz, mam nadzieje na ciele i na umysle. dzisiaj okazalo sie, ze jeden z jego kolegow z roku popelnil samobojstwo, to juz drugi taki przypadek. dwoch innych umarlo niespodziewanie /zawal serca i uraz glowy/ chyba w ubieglym roku. fatum jakies czy co?! lekka makabra :(

 

tymczasem, w ramach odklamywania, takie tam. ogladamy domy w miescie i bawimy sie mysla, gdzie-by-tu. odwiedzilam Calvary Waterford, mimo, ze z coraz wiekszym zdziwieniem patrze na chrzescijanstwo i te wszystkie 'prawdy' i filozofie. kregle mnie nie zachwycily - rozrywka moze i fajna, ale za glosno, za tloczno i za jasno. odwiedzamy znajomych, a oni nas. szukamy pretekstu - na herbatke po angielsku, a moze na ciasto, a juz na pewno na wino! widuje sie z kolezankami i staram zlapac glebszy kontakt. zakladam szkla kontaktowe, maluje grubo rzesy i chadzam na obcasach.

 

postanowilam ZYC!

 
1 , 2