pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 28 stycznia 2010
dobra, Siostra już w samolocie.
więc nie ma szansy dorwać się do netu.

zaległy, urodzinowy, okrągły lecz kwadratowy - prezent dla niej szykuję :)




wydziergałam 30 serduszek /wzór stąd/ a koc kupiłam u M.Guineys'a - taki zwykły polar. i jak będzie się nim owijać, okrywać i otulać - to zawsze przypomni się jej siostra. sprytne, nie?

na fotce jeszcze wersja robocza - z agrafkami. i najprawdopodobniej - nie wyrobię się i wręczę prezent niedokończony... ale Ola spędzi u nas jakiś czas, więc przyszyję te pozostałe, nieprzyszyte serduszka. starałam się, słowo! ale wiecie jak to jest.....
poniedziałek, 25 stycznia 2010
na przykład - małe kawałki papierków :)
Rutka posiadła cenną umiejętność posługiwania się nożyczkami. bawi ją to niesamowicie! gorączkowo poszukuję katalogów i folderów i co sztywniejszych gazet, inaczej może zabrać się za zalegające wszędzie "ważne papiery"! chociaż... może to zmobilizuje MM do trzymania tego w jednym, bezpiecznym miejscu? hehe ;)

- co robicie?
- Alejka mi podawa, a ja ciach-ciacham!

- tniesz, Rutko?
- tniem.

- mamo, już wszystko potniełam. potniłam. pociachałam! mogem jeszcze?




oraz - spanie w kawałkach.
wczoraj panny zasneły w dzień. Arielka w drodze z Kościoła, to nic, ze bez obiadu. Ruti trochę później, u mnie na rękach. a chciała się tylko trochę poprzytulać. i za nic nie chciały się obudzić, kiedy ja je budziłam! łaskawie wstały dopiero przed 6. czyli 18.
a potem znowu o 1.
o pierwszej po północy! 1!!!
wyspane.
najzabawniejsze było to, ze ja sie położyłam trochę przed północą.
ha. ha. ha.
coż. usmażyłam kopę naleśników, zrobiłam zupę brokułową, pralka machneła jedno pranie. pobawiłyśmy się, pooglądały, zjadły conieco. przywitały zdumionego Tatę i Męża i wysłały go spać.
po 4 postanowiły iść wreszcie do łóżek.
prawdziwy poranek zaczął sie o 9.
fajnie, nie?
muszę wyregulować i naprawić te moje córki! bo niedługo przyjeżdża Ciotka Olka i nie mogę jej zniechęcić do macierzyństwa! wszystko musi być perrrrfekt!

przygotowania też mam w kawałkach.
Olinka zostanie na troche dłużej, ale Lemur będzie tylko łikendowo. chcę wiec zrobić zapasy jedzeniowe, zeby się sterczeć zbyt długo w kuchni podczas ich pobytu. większą ilość pierogów, lasagne, ze dwa wytrzymałe ciasta. no i zmusić Igora do ogarnięcia swojego chlewiku - bo tam będą spali. wywietrzyć śpiwory. skończyć zaległy prezent dla Oli. zaplanować jakąs wycieczke. przygotować imprezę urodzinową Rutki.
no i wyspać się!

samochód - nasza Delica INSTEAD jest w jednym, jeżdżącym kawałku. ale cała papierkologia związana z jej powrotem na drogi odbywa się frangmentarycznie.
freyowóz zaniemógł jeszcze przed moim jesiennym wyjazdem do Polski. potem nie było pieniędzy na części, potem nasz mechanik był zajętym innymi sprawami, potem bywało za ciemno i za zimno i tak zleciały jakieś 4 miesiące. Delica zdążyła nawet miejscami zapleśnieć w środku*
ale już jeździ! zaległy tax, rata ubezpieczenia i takie tam - i witaj, wolności! zaczniemy sezon wycieczkowy!

--------------------------------------------------------------------------------------

* mam uzasadnione podejrzenie, ze nazwa Zielona Wyspa wzieła się własnie od tych szarozielonych, wszechobecnych, nieśmiertelnych molds. to wyłazi wszędzie!

** byłam okrutna i nie pozwoliłam dzisiaj spać w dzień.
skończyło się to tak:


niedziela, 24 stycznia 2010
i oto jeden z moich cudów świata kończy dzisiaj 3 lata :)
3 lata!
3 lata bycia matką wielodzietną!
3 lata z Ruth!
3 lata całkiem nowej, fascynującej przygody!

czyż ona nie jest cudowna?
a to tylko parę nędznych fotek!
rzeczywistość jest jeszcze genialniejsza! zazwyczaj ;)




















impreza w sobotę. jako główny prezent - Ciotka Olka i Wujek Lemur :)

a zaczeło się to wszystko tak:

na fali fascynacji Krecikiem /fascynują się moje córki, co nie przeszkadza całej reszcie dyskretnie i z zainteresowaniem oglądać/, wynalazłam takie oto coś.

a na fali mrozów w Europie, braku prądu oraz ogólnego załamania się cywilizacji - jakoś nabiera ten film szczególnego smaku ;)

polecam, polecam Krecika!



co za sobota!

nadmiar sił witalnych /zdrowieją!/, oraz dłuuuga drzemka w piątkowe popołudnie, wyciągneła moje dziewczyny z łóżek przed 4.
taktaktak - przed nieistniejącą na zegarze, ciemną, zimną i nieprzytomną godziną CZWARTĄ-NAD-RANEM.
cztery Filemony, trzy Kreciki, dwa jogurty, tuzin książeczek i garść winogron póżniej - czyli o 6 poszłyśmy znowu spać.
to były piękne 3 godziny :D
jakiż pięĸny jest świat, kiedy zaczynasz go oglądać o 9!
nawet, jeśli nie ma szans na prysznic a w kuchni bajzel. co tam!
aż z tej radości wybrałyśmy się na mglisty spacer. krótki, bo zimno.
no i - nasza Arielka wróciła!
śmieszek-orzeszek, chichraczek-rozrabiaczek, smoczek-żarłoczek - po tygodniu chorowania, zaczyna być tak, jak wcześniej!
jeszcze tylko popracuję nad rytmem dnia - bo jak widać - na razie chaos i katastrofa!
kontynuując zatem rozprężenie, po sobotnim, szabatowo-czulentowym lunchu poszłyśmy spać. wszystkie 3 :)
ledwie udało nam się wstać na koncert Roberta Kasprowicza.
jak dla mnie - wydarzenie! odchamiłam się, doduchowiłam, nakulturalniłam się :) no i zobaczyła wielu dawno nie widzianych ludzi. to dobrze! szkoda, że właściwie nie udało mi się z nimi porozmawiać. ale - o czymże można rozmawiać z taką kurą domową, jak ja? ;)

dziewczyny poszły dość późno spać. może i późno wstana?
mnie północ zastała przy kompie. nieczęsto mi się to zdarza.
nieczęsto również kuchnia i jadalnia wyglądają jak dziś. hm. pójdę więc spać, zeby na to nie patrzeć. posprzątam jutro, albo kiedyś.
 
1 , 2 , 3 , 4