pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
czwartek, 29 stycznia 2009
o-ja-cieee!

pożyczyłam sobie w bibliotece genialną książkę!
The Self-Sufficientish Bible <- klik na stronkę

jest tam wszystko, co nas ostatnio kręci - ekologiczne domy, odnawialne źródła energii na własny użytek /solar, wiartak/, przydomowy ogród, hodowla ziół i leczenie się nimi, recycling, przydomowa oczyszczalnia ścieków, samodzielne robienie zabawek, przetworów, mebli, ekologiczne podróżowanie, zachęta do "second hand'ów", hodowania zwierząt na rodzinne potrzeby - wszystko! część tego już znam, chociaż teoretycznie, część jest nowa, ale najważniejsza jest idea!

ostatnio mocno nas to uderzyło - że tak naprawdę, to my - ludzkość - jesteśmy zależni od sklepów, dostawców, fabryk, rynków, paliwa i tego całego "systemu". samodzielności, zaradności i samowystarczalności mamy tyle, co pięciomiesięczna Ariel. niech no tylko coś pójdzie nie tak - kryzys, wojna na polach naftowych, krach giełdowy, klęska nieurodzaju - i koniec z nami.
jak nam Tesco nie da jeść - umrzemy z głodu.
a jak widać na bierząco - wszystkie te czarne scenariusze są bardzo możliwe.
niestety.
kruchutki ten nasz świat :/

więc bardzo mi się podoba ta książka. chciałabym ją przeczytać - ale tam tyle trudnych słów :/ a u mnie z wolnym czasem krucho. ech.

no i:
gdzieś powoli, nieśmiało i ostrożnie rodzi się idea Community Garden.
wiem, że miejsce by się raczej znalazło. i ludzie zapewne też. pasje każdy nosi w sobie.
ekscytuje mnie to i nie mogę się doczekać. oby się zaczeło!
ani nie myśle, że powinna dłużej zostać - napracowała się dość, napomagała wystarczająco i na pewno stęskniła za swoim życiem.
aniprzecież nie myślę, że chciałabym z Nią jechać do PL - długo już nie mieszkam w domu rodzinnym, moje miejsce jest tu.
no i parę ostatnich dni było niegodnych pamiętania.

ale i tak mi smutno, że Mama wyjechała. pusto. jakoś chłodniej się w domu zrobiło? i samotniej? ciszej?

już mi nie wystawi przez uchylone drzwi rozczochranej głowy o upiornie ciemnej godzinie, z pytaniem -"dajesz radę? pomóc Ci? wziąć małą?"
i w kryzysowy dzień nie zabierze mi którejś absorbującej córki na spacer, żebym mogła się zdrzemnąć.
i po powrocie ze spaceru nie zastanę niespodziankowych naleśników, pozamiatanych kątków i rozparcelowanego prania.
ech.
trzeba się przyzwyczaić do życia bez Babci. ech.
w końcu - ileśtam ostatnich lat żyłam bez, nie?

wiec dam radę. damY radę :)

środa, 28 stycznia 2009
- nie masz jakiejś torby na bagaż podręczny? ta moja niezbyt się nadaje... - spytała moja Mama.
- coś znajdę, czekaj, jest taka czerwona na dnie szafy, trzymam w niej... co ja tam właściwie trzymam?!

tym sposobem Wandeczka dostała czerwoną torbe.
a ja dostałam apopleksji i depresji. nerwicy, kryzysu i szoku.
w torbie były moje spodnie przed-ciążowe. i przed-przed-ciążowe. i przed-rzuceniowo-papierosowe.
oraz spódnica. mogę ją sobie na udo założyć. na jedno udo!

miało się samo wciągnąć - takie plotki słyszałam ;) oraz, że karmienie piersią odchudza piorunem.
to skąd te siedemdziesiąt kilogramów na wadze? zepsuta, jak nic! zawsze mówiłam, że zepsuta!

muszę schudnąć. niee, no nie jest ze mną tak źle, jak mnie zapewnia MM. kształty mam zdecydowanie kobiece, te wszystkie miejsca wyklęsłe i wpukłe czy też odwrotnie. okrągłości, przytulności i miękkości. inteligentna i oczytana /tu stosowne ruchy rąk/. zwłaszcza oczytana.

więc muszę zmniejszyć wpływ literatury na moje życie. taaa

proszę mi sekundować.
ruch i dieta. już nie "jedz połowę". nie ma się co pieścić - teraz pora na radykalną dietę "żryj mniej". i ruszaj ten oczytany tyłek!

70! O_o
poniedziałek, 26 stycznia 2009
zbudowaliśmy dom!
patrer z ogromnym living roomem, na górze cztery sypialnie i dwie łazienki. dach częściowo przeszklony, koza zamiast kominka, gabinet-biblioteka po lewej, a za kuchnią i spiżarnią moja pracownia.
naprawdę zbudowaliśmy!
z kartonowych klocków własnej roboty...
bo... bo chcieliśmy sobie zwizualizować naszego najnowszego hyzia - containers house :) prawda, że pomysł odjazdowy? ekologicznie, tanio i ile możliwości zabawy klockami!
z moich wszystkich dotychczasowych pomysłów na dom, ten wydaje się najmożliwszy. no, tylko trzeba kupić ziemię, kupić kontenery, mieć prawo do zabudowy i projekt i już! liczymy i liczymy, przymierzamy się i kombinujemy - i wygląda, że w "nie-tak-odległej" przyszłości byłoby to możliwe ;)
naprawde - pogooglajcie sobie na ten temat - fascynujące! :)

***

wystarczyła jedna przespana noc, i czuję się jak wulkan energii!
ostatnio były jazdy nie z tej ziemi, trwało to ponad tydzień, kaszle, gorączki, smarki, dwugodzinne przerwy w środku nocy, pobudki o 5, wędrówki z łóżka do łóżka... parę dni temu był wyraźny przełom w chorowaniu, a dzisiaj noc była prawie idealna! wyspałam się, ze hoho :)
aż wróciłam do porannej gimnastyki, byłam na spacerze z dziewczynami, w planach jeszcze parę aktywności.
tym bardziej, że niebo błękitne wprost niemożliwie, słońce świeci optymistycznie, ciepło i miło na świecie. rozmaite roślinki wyłażą z ziemi a pączki na drzewach puchną - znaczy, wiosna za pasem! wiosna! a z wiosną zamierzamy się wrotkować, ogródkować, wędrować i chudnąć w tych sprzyjających okolicznościach! właśnie tak!

***

Pulpecja Bobasińska - zgadnijcie kto to? przeze mnie nazywana ostatnio "Dziaduniem" ;) dla ułatwienia podpowiem - "Żaglowiec na Fali" ;)
więc ta osoba, poza tym, że się ślini, mamla wszystko i gryzie mnie nieustannie, ostatnio robi tak genialne miny! wysuwa dolną szczękę, wywija wargi i próbuje trafić dziąsłem w dziąsło, trze jednym o drugie, poniekąd zgrzyta dziąsłami :D przypomina mi mojego dziadka /miałam takiego "oldskulowego" dziadka - rolnik, 70 lat, ojciec 12 dzieci, sękate ręce, itp/. dziadek moczył sobie skórki z chleba z mocnej, słodkiej herbacie i ze smakiem, oraz niejakim trudem zajadał. naprawdę - widzę rodzinne podoieństwo ;)

***

atmosfera w domu się poprawiła. szkoda, że tak wyszło. 5 miesięcy pobytu mojej Mamy tutaj uważam za cudowne, genialne, przyjacielskie, rodzinne i wesołe. ale ostatni tydzień to zgrzyt i kwas i przykro. wszystkim przykro - a niepotrzebnie, ech :(
a już 29 stycznia wraca do PL.
ciężko będzie, ale dam rade. gorzej, że będzie puściej i smutniej w domu. no, i mam nadzieję, że będzie chciała jeszcze kiedyś do nas przylecieć. he??

***

jakoś sporo wydatków ostatnio, po mrozach rachunek za gaz spory, plany finansowe mamy rozmaite, więc MM postanowił więcej popracować. nie ma to jak self-employed! od dzisiaj jeździ też w dzień, zaczaja się na waterfordzkim lotnisku, może coś na mieście złapie. po południu wpadnie na obiad i jakąś drzemkę i wieczorem znowu do pracy. zobaczymy, jak to będzie - i finansowo i organizacyjnie. chwilowo tak musi być - i dobrze, że jest taka możliwość :)

***

Igor chciał dokupić trochę rybek do swojego akwarium, bo się pustawo zrobiło. więc dokupił. ale zobaczył też w sklepie zoologicznym swoją miłość, fascynację i obiekt westchnień - raczka marmurkowego! swoją drogą, też na zainteresowania - blłee ;)
w każdym razie, po paru dniach, znowu ubyło rybek w akwarium. ale Rutka za to umie powiedzieć -AK! i pokazuje "ciach-ciach" :)

sobota, 24 stycznia 2009
Rutka, Ruti, Rucia ,nasza Ruth ma dzisiaj drugie urodziny! :)

już i dopiero 2 lata!!! :)


nie ma imprezy, jest kaszel i gorączka. idzie ku lepszemu, ale na razie jest jak jest.

atmosfera w domu się trochę poprawiła. ech.

odeśpię i pozbieram się trochę, to po łikendzie zabloksuje z nowym entuzjazmem :)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5