pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje kuchenne
Lokalnie
Lubię i czytam
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakladka niezbedna do przetrwania

Locations of visitors to this page
sobota, 26 stycznia 2008
O_O

są na przykład takie:

klient wracał z polowania. a tak mu się miło po drodze z MM gadało, że ofiarował mu świeżo upolowanego BAŻNATA!

czekają mnie z nim ciekawe chwile.....
;)
czwartek, 24 stycznia 2008
rok temu o tej porze byłam bardzo zajęta :)
panienka Ruth właśnie zaczynała swoją przygodę, zwaną ŻYCIEM, na tym niedoskonałym świecie :)
oj, byłam bardzo zajęta :) która to godzina? 10 z minutami? no to się właśnie urodziła :) rok temu :)

wszystkiego najlepszego Córeczko :) obyś była zawsze tak szczęśliwa, jak jesteś teraz :) a nam życze pociechy z pociechy ;)


mały człowiek zjadł tosta z dżemem :) dżem był w obu uszach oraz we włosach :) znaczy - smakowało :D
wtorek, 22 stycznia 2008
no, toście mnie nastraszyły....

więc po kolejnym beznadziejnym dniu, dwóch drzemkach, bólu głowy i jednym ataku płaczu /bo mam już dosc/, wieczorem wybraliśmy się do szpitala.
zeby narobić trochę zamieszania, dowiedzieć się, czy ja właściwie mam żyć, a jak tak - to jak, bo na razie, to co to za życie....
hm...
wyniki krwi zadowalające. aż mogę przestać łykać żelazo.
ciśnienie prawie wzorcowe /chyba mi z nerwów poskoczyło/
dzidzia na USG pomachała do mnie rączką
a irlandzka pielęgniarka i hinduska lekarka chwaliły, że mój angielski jest przecież świetny, doskonały i perfekt.

czyli same dobre wiadomości...
a ja się dalej podle czuję :(
to wszystko wina hormonów! i paskudnej pogody!

piątek, 18 stycznia 2008
już leżałam w łóżku, ze szczerym zamiarem wczesnego pójścia spać, a żołądek niestrudzenie domagał się napełnienia. skutkiem ubocznym zjedzenia duszonego kurzego udka było pół dnia mdłości i niesmaku. nie ma to jak wegańska, zdrowa dieta. z tego wszystkiego niewiele jadłam popołudniu. więc musiałam zejśc na dół, odgrzać pyszną zupę pieczarkową, i pożreć łapczywie, siorbiąc gorący makaron :) a teraz siedze. no bo nie umiem usnąć zaraz po jedzeniu!!

ale postanowiłam wyklikać coś :)

***
z okazji bycia w ciąży stałam się meteopatką. a zima w Irlandii dobija skokami ciśnienia. więc w wyjątkowo ciężkich chwilach MM robi mi specjalną miksturę.... na pewno jest tam wrzątek, cukier i cytryna. no i taki jeden specyfik, który podnosi ciśnienie, rozrzedza krew i zdecydowanie rozgrzewa. smakowite to :) i pomaga :) zatem ostrożnie stosuję...

***

jako, ze mój kręgosłup coraz bardziej dawał o sobie znać /lordoza powypadkowa/ wybraliśmy się do osteopaty. to taki czarodziej od bolących pleców i kości i stawów. bywałam w Polsce u różnych masażystów i rehabilitantów, ale sztuczki tej pani, to było coś nowego. i najważniejsze - skutecznego!

***

nasze najmłodsze dziecko kończy 10 tydzień istnienia. jeszcze trochę, jeszcze tylko trochę i najgorsze będę miała za sobą. jakieś 3-4 tygodnie i wrócę do życia. bo jak na razie - niby żyję, ale co to za życie ;) siedzę w domu, właściwie snuję się w domu, zaliczam drzemki razem z Rutką /czasem 2 a czasem i 3/, powieszenie prania jest wyzwaniem a po wyjściu spod prysznica przysiadam sobie, żeby odpocząć. ech, słabo....

***

tak się zastanawiam - zagląda tu jeszcze ktoś? czy zniechęceni milczeniem i pustką znaleźliście sobie inne blogi do czytania? ;)

w ramach zadośćuczynienia: w ten wirtualny sposób chciałam pozdrowić serdecznie wszystkich przyjaciół i znajomych, którzy tu jeszcze zaglądają :) nieznajomych też pozdrawiam :) jeszcze mnie usłyszycie.....
wtorek, 08 stycznia 2008
uprzejmie donosze, że żyje. ledwie-ledwie ale jakoś :)
podejrzewam się o anemię i do tego mam bardzo bardzo bardzo niskie ciśnienie.
ale żyję. i mam nadzieję, że to się niedługo skończy :)
ponoć pierwsz 3 miesiące bywają cieżkie. ech.

***

nie piszę, bo nie ma co pisać. siedzę w domu. trudno mi zebrać myśli. śpie. snuję się. albo leżę - w sypialni lub na sofie a nawet w kojcu. całkiem tam wygodnie, a Ruti w tym czasie grasuje w kuchni. w domu nie robię prawie nic. panowie jakoś sobie radzą :) dzielne chłopaki :)

***

wczoraj powróciła z zagranicznych wojaży rodzina Kostków. ależ się za nimi stęskniliśmy! Kosteczki nasze kochane :) aż się nie spodziewałam, że taka niezwykle zwyczajna rodzina jest taka ważna dla nas!

***

kupiłam dla Ruth specjalne buciki do nauki chodzenia. taki śliczne:



przyjadą do nas 22 stycznia. ale do tej pory panienka Ruth będzie już umiała doskonale chodzić! po pierwszych krokach jakieś dwa tygodnie temu, na jakiś czas zaniechała treningu. ale za to teraz zasuwa jak mały, nakręcany piechur :D dystans 4-5 metrów pokonuje bez podpórki, potrafi po drodze kucnąć po zabawkę, zatrzymać się, żeby potańczyć, zawrócić i popędzić do mamy, taty lub brata. jest niesamowita i najcudniejsza :) a buciki - cóż, jeśli nie ona, to będą na następnego dzidziusia ;)

***

ależ się rozpisałam...
korzystając z okazji - proszę o wybaczenie - że nie odpisuje na smsy, że ignoruję e-maile, że na gg skąpo i krótko rozmawiam. że się nie odzywam do tylu ważnych dla mnie osób. ale teraz mam taki senny i bylejaki czas :( przejdzie. i odrobię wszystkie towarzyskie zaległości. słowo :)
 
1 , 2