nasza emigracja - geograficzna, bo do IE. duchowa - bo coraz dalej od wszystkich a coraz bliżej do Prawdy. kulturowa - bo to dookoła, to nie kultura. emocjonalna - bo ważymy sobie lekce opinie większości. towarzyska - bo mało kto z takimi dziwakami wytrzyma. i emigrujemy coraz dalej...
O autorze
Zakładki:
Inspiracje craftowe
Inspiracje książkowe
Inspiracje kuchenne
Judaica
Lubię i czytam
Na poprawę humoru
Podróże, przygody, przyszłość!
Szablon - zawsze od...
Zakładka reklamowa @


israel
akcja.pajacyk
Locations of visitors to this page zakon_lyzeczki
niedziela, 07 lutego 2010
psi temat rządzi!
hehe :)
ani nam tego psa kupować zaraz, ani wiemy jakiego, ani jak to ewentualnie zorganizować. ale jakże miło porozmawiać a nawet posprzeczać się z własnym mężem na jakiś inny temat! inny niż samochody takie czy siakie, korporacja ta czy tamta i smakowite niuanse pomysłów taxi-regulator :D

bardzo, bardzo bym chciała, żeby z nami mieszkało jakieś mądre zwierze. najchętniej koty! uwielbiam koty! są absolutnie doskonałe i genialne! ale MM jest uczulony :( juz kiedyś musiałam wybrać - koty czy On. dobrze, ze dzieci udane, bo inaczej bym odmieniła na koty ;)

wiec pies.
nie za duży /to byłby mój pierwszy świadomy pies. no i Najlepsza Babcia ma psi uraz/
niezbyt dominujący
łatwo się uczący
lubiący dzieci
stróż
wymagający przeciętnej aktywności fizycznej
mogący ewentualnie mieszkać w bloku /kto wie, co się wydarzy/

w poszukiwaniach pomaga nam DogSelector.
ja lubię molosy. któryś z mniejszych byłby w sam raz - Boston Terier czy Buldożek Francuski . ale MM mówi zdecydowane NIE. on proponuje Szpica Wilczego. albo inne rasy absolutnie nie spełniające moich/naszych/rodzinnych potrzeb. namawiam go na Manchester Terriera - przecież to taki mały Doberman, no nie? :)

zobaczymy dokąd nas ten wątek zaprowadzi. a dokądkolwiek by nas nie zaprowadziło - ufff. nareszcie powiew dyskusyjnej świeżości :)
sobota, 06 lutego 2010
po wyjeździe Oli sklęsłam i sflaczałam.
najpierw zyłam w oczekiwaniu, potem byłam podekscytowana pobytem.

teraz się snuję.
poczytałabym coś - ale nie bardzo mam co.
podziergałabym coś - ale sama nie wiem co.
poszłabym gdzieś - ale nie bardzo mam do kogo, albo pogoda nie taka, albo pora nieodpowiednia.
mogłabym jeszcze posprzątać. ale. zgadnijcie - ale co?
;)

czekam na wiosnę. czuć ją już w powietrzu i nawet widać gdzieniegdzie.

MM ma zagwozdkę zawodową. myśli, roztrząsa, dyskutuje sam ze sobą i ze mną. wertuje internet, porównuje, kombinuje i liczy. czasem się wścieka, a czasem mu ręcę opadają. znowu dyskutuje. plusy dodatnie i plusy ujemne. oraz zady i walety. MM balansujący, na chwilę przed podjęciem ważnej decyzji - kataklizm trochę tylko lżejszy od wersji "chory facet w domu". ale przecież Najlepsza Żona Na Świecie /czyli ja. w skrócie NŻNŚ/ zniesie wszystko :)

Igor był u fryzjera i jak go spotykam w domu, to nie poznaję. aż się raz przestraszyłam - kto to?!

dziewczyny ostatnio dają mi się wyspać. ale /co za maruda ze mnie!/, wcale mi się to nie podoba. raz - ze zanim wszystkie poranne sprawy załatwimy, to już dość późno jest. dwa - drzemka Arielki się przesuneła, więc i wieczorne spanie też. chyba własnoręcznie przywróce godzinę SZÓSTĄ RANO na zegar.

i tak to jest.
chodzi mi ostatnio po głowie pomysł posiadania psa. MM optuje za swoją ulubioną-jedyną-słuszną-akceptowalną-rasą, ale ja raczej nie. moze - nie teraz. coś mniejszego, zabawniejszego, łagodniejszego. z kim nie musiałabym tak ostro walczyć o przywództwo w stadzie. ide guglać :)
czwartek, 04 lutego 2010
no i poleciała.....

zdałam sobie sprawę, że Siostra, to najbliższa mi osoba!
dziecko tych samych rodziców, nie dość, że materiał genetyczny posiada z tego samego źródła co i ja, to jeszcze chromosomy mamy takie same. wychodzi na to, że bracia to juz nieco dalsza rodzina. a taki mąż? mąż to już w ogóle obcy człowiek. przecież żaden krewny! a dzieci to tylko w połowie ze mnie są. no pewnie, że kocham i tego obcego i te trzy połówki :) ale co Siostra, to Siostra ;)

kocham ją niemożliwie i niezmiennie. i nie uświadamiam sobie tego do końca - ale tęsknie do niej. mimo kilometrów /2 tysiące/ i różnicy wieku /6 lat młodsza/ i całej masy innych zasadniczych różnic - jest moją przyjaciółką. cieszę sie okrrropnie, że jej się życie układa, ze jest szczęśliwa i że wszystko w dobrą stronę zmierza. oby, oby!

przyznam się, że trochę jej zazdroszczę i równocześnie - nie zazdroszcze. skończyła studia, perfekcyjnie mówi po niemiecku i dobrze po angielsku, pozwiedzała sobie kawałek świata /Australia, Himalaje, kawałki Europy, Alpy na wyciągnięcie ręki/. nie jest tak bardzo DDA jak ja. nie ma tak pokręconej psychiki jak ja, i nie ma tak zabłoconego życiorysu, jak ja. ale - przecież tak naprawdę to lubię siebie. zdaję sobie sprawę, że jest, kim jestem, przez to/dzięki temu, skąd wyszłam. i wyobrażając sobie, jak mogłam skończyć - mam świadomość, że jestem w fantastycznym miejscu swojego życia. a reszta? przecież jeszcze wszystko przede mną! młoda jestem! ;)

dzięki, Olinko, za wizytę. było genialnie, fantastycznie, owocnie i sążniście ale... krótko! zwłaszcza etap Lemurowy :)

to teraz tylko musimy zdecydować - czy WY do Irlandii, czy MY do Germanii :D :D :D



ps: najlepsza rzecz, jaką mogłam dać mojej córce - to moja druga córka :) siostry! najlepsze przyjaciółki już na zawsze :)
poniedziałek, 01 lutego 2010
taka niewysoka i zdecydowanie szczupła Siostra to okropnie absorbująca sprawa. na ;) szczęście ;) narzeczony Lemur już wrócił do Germanii, bo we dwoje, to już zaabsorbowali by mnie do sucha ;)

nie mam czasu się internetować. zaliczyliśmy dwie wycieczki i jedno włóczenie się po mieście. jedne trzyletnie urodziny. i jeden dzień odpoczywania i odsypiania. wyjedliśmy zapasy, wypili germańskie i irlandzkie piwa górnej fermentacji, zagryzając popcornem i orzeszkami. katastrofa kaloryczna! dostaliśmy rodzinny prezent od Lemurów i namiętnie grywamy w Keltis'a.

sprawy domowe ogarniam w międzyczasie. wieczorem siedzę do późna z dorosłymi, a rano wstaję nieprzytomna z dziećmi.


to tyle :)
aha - prezent się podobał :) chociaż słyszałam jakieś mruczenie na temat "to ja już taka stara jestem, że mi się ciepły kocyk daje?"
chyba jej jeszcze sprezentuje pasujący kolorystycznie termoforek :)
czwartek, 28 stycznia 2010
dobra, Siostra już w samolocie.
więc nie ma szansy dorwać się do netu.

zaległy, urodzinowy, okrągły lecz kwadratowy - prezent dla niej szykuję :)




wydziergałam 30 serduszek /wzór stąd/ a koc kupiłam u M.Guineys'a - taki zwykły polar. i jak będzie się nim owijać, okrywać i otulać - to zawsze przypomni się jej siostra. sprytne, nie?

na fotce jeszcze wersja robocza - z agrafkami. i najprawdopodobniej - nie wyrobię się i wręczę prezent niedokończony... ale Ola spędzi u nas jakiś czas, więc przyszyję te pozostałe, nieprzyszyte serduszka. starałam się, słowo! ale wiecie jak to jest.....
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 134