pokrętna i zaskakująca DROGA - od mieszczucha do pastucha, od menagera do farmera, od ewangelika do agnostyka, od statysty do anarchisty, a w ogóle to stamtąd tu.

Locations of visitors to this page
Blog > Komentarze do wpisu

dygresje samochodowe

od kiedy Igor nie chodzi do polskiej szkoły...
/no bo nie chodzi. ostatni raz był jakoś w listopadzie. coraz bardziej go to frustrowało i przy okazji mnie też. bo? bo jego klasa liczyła dwóch -2! uczniów. jakos nie było zbyt wielu gorliwych nastolatków na stworzenie przyzwoitej klasy. a skoro było ich tylko dwóch, dyrekcja podjeła decyzję, że muszą im wystarczyć konsultacje. a że było ich tylko dwóch... o 9 zazwyczaj było spotkanie z panią od polskiego - oddanie pracy z ubiegłego tygodnia, krótka informacja, co i z kŧórej książki mają przeczytać i jaką pracę mają przygotować na następny tydzień. raptem 10 minut rozmowy. po paru godzinach -czasem o 15 a czasem o 17- w "międzyczasie"nauczyciela, inny przedmiot. podobnie - 10-15 minut. o tym, czy w ogóle konsultacje będą, Igor dowiadywał się SMSem w piątek wieczorem... ja rozumiem - że to emigracyjna szkoła, ze trudności i kłopoty. ale szanuję też czas i emocje własnego dziecka. a jako, że w tym roku ma Junior Certifikate, na razie trzeba się skupić na tym. rozpocznie trzecią klasę w polskiej szkole jeszcze raz, w przyszłym roku. ponoć młodszy rocznik jest liczniejszy/

więc od kiedy Igor nic chodzi do polskiej szkoły, właściwie nie mam kiedy jeździć samochodem. okoliczne spacery zaliczamy piechotą i z wózkiem, na włóczęgę po mieście wolę jechać autobusem, a niedzielny Kościół, większe zakupy i ewentualne wycieczki - jeździmy taksówką ;) z osobistym kierowcą :)

i dzisiejsza wycieczka do Kilmacow ...
/ot, mała przedpołudniowa herbatka u koleżanki. mamy się integrują a dzieci się bawią. aaa - koleżanka Polka. poniekąd dla odmiany/

więc ta dzisiejsza wycieczka do Kilmacow uświadomiła mi, jakże okropnie zardzewiałam! zaśniedziałam! zapomniałam jak się jeździ! ja! Królowa Szos i Bezdroży, Nieustraszona Pogromczyni Jednośladów, Nawijaczka Kilometrów, Niewyżyta Instruktorka Nauki Jazdy! oraz Wielbicielka Warszawskich Ulic. wsiadłam do samochodu, manualnie wszystko było pod kontrolą, ale na drodze - pierdoła a nie 'jak wyżej'...

chwilowo nie zanosi się, żebym miała więcej jeździć samochodem...
/właściwie mogłabym naszą Taksówką, ale nie chce mi się - dopasować się do MM planów i obowiązków, zdjąć 'koguta' z dachu, przypiąć Rutki fotelik, zainstalować Ariel z fotelikiem, czasami wsadzić wózek do bagażnika - a nasza
Jane Powertwin z oporami się mieści w bagażniku Toledo. po drodze pilnować, żeby dzieci nie nabrudziły, nie nakruszyły i nie narozlewały, a na koniec - wyjąć wszystko z samochodu... bo w sumie - to samochód służbowy/

więc chwilowo się nie zanosi. ale tylko chwilowo! bo już niedługo-niedługo, jak Bóg da - sprawimy sobie nasze wymarzone, rodzinne cacko :)
Mitsubishi Delica Space Gear :)




ps: dziękuję :) po prostu miałam ochotę na mały dialog, moi mili Czytacze :*
wtorek, 10 lutego 2009, ukryta

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/11 10:45:07
nam tez sie marzy rodzinny samochod i choc pogromczynia szos nie jestem :) to widze sie jako zmotoryzowana mama:)
-
2009/02/11 22:24:43
ha! Ty masz na razie niewielką rodzinę,
my już wypełniamy normalny, pięcioosobowy samochód po brzegi. a przy dzieciach i przy ewentualnych gościach przydałoby się trochę więcej miejsca.

więc marzy nam się seven-seater....

pozdrawiam wiosennie

KFK
-
2009/02/12 14:09:45
Melduję swoją obecność :) ! Wyrabiam normę komentarz na miesiąc! / Ale za to z czytaniem idzie mi o wiele lepiej ;) / Uwielbiam! Pozdrawiam!